2010.08.20

Jakaś kobieta mówi mi, że to wyciągnie ze mnie wszystkie nieczystości. Biorę więc ten plaster – a to taki plaster jak sobie ludzie naklejają rzucając palenie albo nie chcą zajść w ciąże. Kobiety rzecz jasna. biorę więc ten plaster i… nalepiam go sobie.
- I trzeba ten plaster – kontynuuje kobieta – nosić nieustannie naklejony przez trzydzieści dni. Wtedy będzie dopiero pełne oczyszczenie.
I ja juz wiem, że będzie gówno nie oczyszczenie, bo ponoszę ten plaster jeden dzień. Jeden dzień bo w przypływie – nie wiem szczerze czego – nalepiłem sobie ten plaster na czoło. Przecież nie będę do cholery chodził z tym plastrem wszędzie przez miesiąc…

Bywa więc śmiesznie lub ironicznie jak kto woli. Sarkazm gratis. Nota bene, piję cudowną wodę z Lichenia. Litrami. Nota bene…

Mini Mój o dziewiętnastej czterdzieści skończył cztery lata. Mój Boże, już cztery lata.

2010.08.16

Idę na jakieś spotkanie jakąś chyba polną drogą. Nie wiem czemu na właściwym ubraniu mam na sobie kombinezon. Chce mi się sikać. Wchodzę więc do czegoś co jest chyba wojskową latryną – chyba wojskową bo tą drogą szło wojsko na wojnę. Rozpinam ten kombinezon i zaczynam lać. Kurwa mać, obsikuje siebie – ten kombinezon dokładnie to co pod kombinezonem też. Jakiś facet się na mnie patrzy. Jestem wściekły bo jak pójdę taki zaszczany na spotkanie…

…nie otwierając oczu dotknąłem spodni piżamy w kroku. Tak kurwa. Zlałem się w łóżku przez sen. A nie może być jak w tej opcji gdy…

…wchodzę do lokalu. Jakaś impreza w restauracji. Pojawia się przy mnie kelner. Czarny garnitur, biała koszula. Starszy facet. Morda spod ciemnej gwiazdy. Nie odpowiedziałbyś mu, która godzina a tu ci ma serwować danie gówne. Doprowadza mnie do stołu. Stół ugina się pod żarciem i przybraniem. Wszystko wygląda jak na wiejskim weselu. Do chuja towaru ale wygląda wieśniacko. Dostaję talerz. Z wielkim dewolajem. Dewolaj nie jest kurczakiem a schabowym. Na schabie jest ser. Ser się wylewa po przekrojeniu. Smaczne. Po wiejsku smaczne…

…albo dlaczego…

… lecę nocą nad brukowanym chodnikiem bliżej Powiśla. Tam jakoś jak muzeum narodowe i wioska polskiego. Lecę nad tym chodnikiem, nie za wysoko i nie za nisko. Lecę i widzę te brukowane chodniki. Wszystko jest tak cholernie solidnie zbudowane. Lecę trzymając przed sobą coś. Nie wiem kurwą marynarkę czy kurtkę. Wylądował bym ale się boję, że upadnę. Ląduje. Stoją przede mną jacyś ludzie coś mowią. Poleciałbym dalej ale się boję, że się spierdolę na ten bruk. Chce lecieć. Wyciągam przed siebie te marynarkę czy kurtkę – wiatr nią szarpie, boje się, że się spierdole – no nie jest wysoko. Lecę. Lecę nad tym chodnikiem choć start był fatalny, szarpałem się jakbym się miał spierdolić ale więcej było strachu niż to warte. W końcu czego można się bać lecąc dość szybko jakieś półtora do metr sześćdziesiąt nad poziom chodnika?

Budzę się rano poobijany po nocy na materacu, którego sprężyny ponoć dopasowują się do ludzkiego ciała. Budzę się z bólem w klatce piersiowej, który miałem nadzieję zasypiając rano, że zniknie. Budzę się rano i czuję jakbym pił pół nocy choć jedyny płyn jaki piłem to woda nasączona dwutlenkiem węgla. Budzę się w środku nocy i nie mogę zasnąć do trzeciej czterdzieści rano. Budzę się potem rano cokolwiek w nienajlepszym samopoczuciu.

W ostatnim tygodniu odwiedzałem urząd skarbowy tak często, że ochrona zaczęła mi pierwsza mówić dzień dobry, myśląc że tam pracuje. Wszystkie wizyty trwały krócej niż ja prasowałem koszulę przygotowując się do tych upojnych wizyt. Na ostatnie wezwanie przyszedłem już w tej samej koszuli co poprzedniego dnia – nie chciało mi się znowu tracić czasu na prasowanie nowej. Częstotliwość wizyt oraz rozpiętość wezwań podług spraw uzmysłowiła mi, że praktycznie w urzędzie skarbowym nikt nad niczym nie panuje, a ogólnie panuje burdel. Jeżeli coś wychodzi to tylko dlatego, że ktoś przypadkiem na to natrafił – a dokument z wyjaśnieniem powoduje, że sprawa zostaje odfajkowana a sumienie urzędnika czyste. I oby same takie się tylko odfajkowania trafiały. Z drugiej strony, jaką trzeba mieć motywację, żeby zgłosić się do pracy w urzędzie skarbowym?

Strasznie wkurwia mnie pedalstwo. Nachalność pedalskiej propagandy społeczno medialnej. Zygmunta pedalskość wkurwia mnie okresowo. Trudno współpracuje się, ze wspólnikiem, który okresowo cię wkurwia. Nie czuje się jednak na siłach aby stosownie podsumować kwestię pedalskości a sprawy stolicznej. Poza tym MałżonkaWspół ocknęła się w kwestii końca świata i nakazala mi kupić broń, którą miałym strzelać do intruzów wdzierających sie na teren naszej posesji. Przecież nikt mi nie da pozwolenia! Showtime presents.

Jest dobrze po północy, na ekranie Hank Moody po raz kolejny ma te same kłopoty, a ja w wieku lat czterech i trzydziestu mam dylemat co założyć na jutrzejszą poranną kawę w TGI Fridays z klientami – czy może założyć garnitur i koszulę czy może wbić się w czarne dżinsy, czarną marynarkę, czarne Nike i biały podkoszulek? Oba zestawy świetne na bieżący klimat sierpniowy. W sam raz. Normalnie pedalskie dylematy po północy. Wkurwia mnie to pedalstwo decyzyjne, ale nie mam mocy by się do niego stosownie ustosunkować. Niniejszym.

No i bada bing chuj strzelił. Dokładać do dziury bez dna nie będę. skończyliśmy po trzech eventach. W zasadzie po pierwszym. Na spotkaniu ustalającym kwestie finansowe i podział strat, zachowałem sie jak mój poprzedni szef a własciciel firmy. Zachowywałem się tak jakby nie chciał, żeby zachowano sie wobec mnie a suma summarum osiagnąłem co chciałem i wyszedłem na swoje. Po tym spotkaniu zrozumiałem dlaczego pomimo tego co robił ten mój poprzedni prezes, broniłem jego poczynań. Te półtora roku tam to była dobra szkoła podejścia do biznesu. Do tej najlepszej, najkrwawszej – kapitalistycznej odmiany. Po trupach do celu, na kawę na Wawelu.

2010.07.27

Ostatni raz u spowiedzi nie byłem. Pomyślałem o słowach wielu, które mogłem zapisać, a które kotłują się we mnie jak biegunka w ciele pacjenta przed kolonoskopią, ale nie. Gówno prawda jest taka, że mało mówię, wiela milczę. Daleki jestem od przyznania sobie etykietki Gary Coopera czyli strong, silent type – He did what He had to do, ale na Boga – gdziekolwiek jest – nie chce mi się mówić nic. A nic.

W zasadzie małomówność w obyciu rodzinnym jest jako tako do przejścia – chociaż wyszło, że moja WspółMałżonka po roku pracy w jednym z poprzednich miejsc, nie wiedziała co robię i czym się zajmuję i skąd te pieniądze. Większy problem z rodzicami, których widuję średnio raz na miesiąc i na pytanie co u Ciebie odpowiadam, że dobrze, i siedzę i milczę. A ojciec ma w brzuchu jakiś granat odbezpieczony w postaci tętniaka więć moralniak tym większy. Największy problem jest taki, że nie chce mi się wychodzić z domu w tygodniu, nie chce mi się telefonować do klientów. Znaczy mam luksus nie wychodzenia z domu do biura bo biuro mam tam gdzie ja, telefon i laptop uzbrojony w bezwład aj-waj-plusa. Ale problem jest jak trzeba zadzwonić do klienta a słowa nie chcą przejść przez usta. Owszem, jest email, ale w moim fachu rozmowa i nawijaniem makaronu jest złem koniecznem.

Kolejnym paradoksem abstrahując – trudne i obraźliwe w składzie słowo – jest mój nowy wybór  szlaku interesów jakie zamierzam prowadzić. Otóż do spółki z kolegą, zajmiemy się organizacją imprez w jednym z klubów zlokalizowanych w Centrum stolicy. Paradoks polega na tym, że nie znoszę klubów, dymu z papierosów oraz muzyki jebiącej tak, że wątroba miejscami zamienia się z płucem a okrężnica owija się wokół gardła. Ale nic to. Osiem imprez na sierpień zaplanowanych. Apage satanas.  Pójdę, bo muszę. Nie chcem.

Kolejnym pomysłem – Daria tym razem – jest wyszarpanie od mateczki Unii zdychającej ekonomicznie, jakichś skromnych funduszy na pomysł innowacyjny w zakresie e-business. Nie to, że mi już totalnie odjebało, ale tonący Unii się chwyta. Po prostu zdywersyfikuje możliwe źródła potencjalnego dochodu.

Problem w tym wszystkim jest taki, że urealniam życie codzienne o zdobyte przeszłe doświadczenia. Nie, to nie skrajny pesymizm, tylko właściwy obraz rzeczywistości. I nie chce być jak smuf Maruda, który każdy pomysł kwitował swojsko to się nie uda, ale kurwa nawet tak nie mówiąc i tak się tak dzieje. Problem polega na doborze podejścia do rzeczywistości. Słowianie za wschodniej granicy (jebać gromko kapitalistyczny Sekret!!) karzą sobie przyciągać upragnione cele poprzez wizualizację ich tu i teraz a nie w przyszłości. Szarlatani rodzimi za dziewięć bez VATu doradzą abyś się wyłączył na chwilę, odciął od spraw doczesnych i nabrał zdrowego dystansu do otoczenia poprzez co sytuacja powinna się unormować sama ze siebie. W końcu ja sam, ten – strong silent type żeby nie powiedzieć, przypominam sobie swoją własną zasadę, żeby wszystko mieć w dupie, niczym się nie przejmować a wszystko i tak skończy się happy Endem. Więc albo jestem przemęczony albo tak się urealniłem wobec rzeczywistości, że nie mam śmiałości polegać jeno tylko na happy Endach.

Panie Boże, co ja Ci tu pierdole za głupoty…

2010.05.07

Gdy Ty patrzysz jak ktoś czochra lemura, albo siedzisz w ulubionym koncie, albo szukasz miłości, Internet Explorer osiem blokuje tysiąc złośliwych ataków szkodliwych witryn i prób wyłudzenia informacji.

Internet Explorer osiem nie blokuje Goldman Sachs, który w tym samym czasie zapierdala w biały dzień i świetle kamer oraz stock watch kilka procent z Twojego otwartego funduszu emerytalnego.

Nie przejmuj się! Przełącz na taniec z gwiazdami! Czytaj „Party”! Napij się piwa! Nie myśl! Kupuj! Kupuj! Kupuj!

2010.05.02

- Zobacz Potomku – powiedział MiniMój do swego młodszego brata – to jest Matka Boska!
I wskazał palcem na logo Columbia Pictures przed projekcją bajki.

Wychodzi na to, że twórcy nowego porządku świata w kwestii New Age’u dotarli szybciej z przekazem podprogorowym do naszych dzieci. Panowie zakulisowi, do tłumoków dorosłych należy mówić DUŻYMI LITERAMI.

2010.04.19

Zbrodniomyśl. Wiemy co to powstanie warszawskie, bo w stolicy pobudowali onegdaj muzeum. Świat przypadkiem dowiedział się gdzie jest Katyń, bo to taka miejscowość niedaleko Smoleńska. Tyle z faktów po faktach.

Naciskaliśmy na Rosjan, żeby przeprosili za zbrodnię, do popełnienia której rozkaz wydał Gruzin. Do Gruzji lataliśmy pod ostrzałem poklepywać się z uciskanymi narodami, ot tak dla pokazania naszego poparcia co do antypatii w stosunku do białych niedźwiedzi. W międzyczasie lat czterech, choć było parę okazji,  zapomnieliśmy zapytać się braci Ukraińców czy nie słyszeli przypadkiem co tam się stało kiedyś chociażby na Wołyniu. Najwyraźniej lekcja patriotyzmu tego nie obejmowała. W końcu bandy UPA głównie mordowały ludność cywilną a nie oficerów. A taka kobieta z trójką dzieci blado wypada w porównaniu z jednym oficerem, pomimo poderżniętych czterech gardeł.

W czasie takiej drugiej wojny światowej czekaliśmy bezskutecznie na pomoc francuzów i anglików, co w obliczu powyższego oraz doczesnego Iraku i Afganistanu zmusza mnie do zadawania sobie – retorycznego niestety pytania – czy my mamy pecha do przyjaciół czy też świadomie wciąż nadstawiamy naszą ojczyznę do anala bez lubrykanta w imię kogo, w imię czego?  

W imię zasad skurwysynu!

Pamiętam z lekcji historii, że kraj Polan był kiedyś potęgą. Niestety, później stał się jedynie przeszkodą w realizacji bardziej złożonych planów naszych przyjaciół i sojuszników. Nawet się nie łudzę, że jutro coś się zmieni gdyż od dawna sterujący nie grają z nami w jednej drużynie. Pojutrze, panowie, Polska Sp. z o.o. .

Na koniec odcinka zagadka dla Onufrego dziadka: ile trzeba czasu, żeby Monika O. na powrót stała się wyrachowaną suką?

2010.04.07

Showtime presents. Tak mnie naszło podczas środowego maratonu na Comedy Central, że to całe Californication to nic innego jak The Wonder Years dziesiąt lat później. Kevin Arnold a’la Hank – no i ta z Ronina to jego wieczna Winnie Cooper. No jak nie jak tak!

A te pokraki emocjonalne z agencji reklamowej co wpadli na pomysł, żeby tych banksterów z ClosedFinance wystylizować niby na „Cudowne lata” to bym wysterylizował. Albo na chujach po latarniach porozwieszał. Nie to, że jakiś przesadnie wrażliwy jestem.

Nie wiem co ja mam z tymi dolnymi częściami mojego samochodu. Najpierw kupiłem alufelgi obcierające o zacisk hamulca. A teraz przyszły opony ze zwichrowanym bieżnikiem. A może bierznikiem?

Aha. Parę dni temu na przejściu przed Citi Bankiem widziałem jakby prawie Muńka fani rozjechali samochodem na pasach. Znaczy nie wiem czy oni go chcieli rozjechać czy pogratulować mu tych ckliwych ruskich szampanów. Coś im machnął reką. Lewą chyba. Muniek ma swoje nieśmiertelne okulary nieodłącznie. I takie obcisłe spodnie też. Ciągle go widzę jak on do tego banku zapierdala i zawsze w tych spodniach. Albo ma jedne – albo to taki specjalny garnitur do podejmowania gotówki…

2010.04.02

Co jest, koncert życzeń? To może tak dla odmiany w związku z nawałem bezosobowych jotpegów z kurczaczkami i esesmanów kopiowanych jeden od drugiego: NICZEGO KURWA, NIKOMU, NIC, NI CHUJA!!! Nie przypominam sobie, żebym się nazywał Undisclosed Recipient. Nie znam człowieka! Więc chyba ten pierdolony spam okolicznościowy nie do mnie tak?

Urzekł mnie monolog Davida Allena, kiedy to jako czteroletni chłopiec poszedł na naukę do sióstr zakonnych. Drzwi otworzyła mu siostra:
- Patrzę, stoi zakonnica. Strasznie surowa na twarzy. Patrzę, a na korytarzu wisi jakiś kolo przybity do krzyża. Myslę sobie, nieźle kurwa się zaczyna…

Jadę do lasu narobić hałasu.

2010.03.11

Niech będzie pochwalony pan nasz Jezus Chrystus! Od połowy dnia doczesnego a po wysłuchaniu Reginy Spektor, zachodzę w głowę czy Bóg ma poczucie humoru i leje na nas z góry kiedy coś go szczególnie rozbawi. Oglądam stare polskie filmy na Kino Polska i odnoszę wrażenie, że ludzie kiedyś mieli więcej do powiedzenia. Więcej interesującego. Aktualnie umiemy odmieniać przez wszystkie możliwe przypadki trzy słowa czas, pieniądz, zakupy. Tak jak kiedyś Polak potrafił wyrazić słowami „kurwa” i „pierdole” każdy możliwy stan ducha lub dowolne określenie sytuacji, tak teraz używając tej trzy wyrazowej nowomowy określi dowolnie rzeczywistość. Najlepiej, najprościej drogą elektroniczną, emailem, komunikatorem, wiadomością tekstową. Wyrosło pokolenie i rosną następne, które będą chatowac przy stole dwudziestego czwartego grudnia. A na koniec łykną coś przeciwskurczowego lub innego bez recepty dostępnego w każdym supermarkecie. Mam wrażenie, że z prawy strony sali mamy landrynki w postaci „chłamu Lubiczow” oraz „enjaknicość” – gdy po lewej stronie jest beczka dziegciu w postaci „Sopranos” i „Californication”. I choć pomimo, że te z lewej strony parszywe są się zdają, to bliższe rzeczywistości niż odmózgowiacze po prawej. Nie rozumiem pretensji do Faktu, do Superekspresu naszych celebrytów. Nie rozumiem. To nie jest wina tych gazet. Te gazety nie są nie etyczne. Winne jest społeczeństwo, które oczekuje takiej prasy. I tego co tam się piszę – niezależnie od tego czy to prawda czy wyssane z palca. Oni vel. my – my oczekujemy tej wiedzy, kto, z kim, ile, dlaczego, jak bardzo się przewrócił, obrzygał, kogo wydymal i czy połknął. Uważam osobiście, że proces należy wytoczyć czytelnikom. Gdyby nie czytelnicy, te gazety dawno poszły by się jebać. Rachunek ekonomiczny dobija nierentowne inwestycje. Martwią mnie starsi aktorzy nieradzący sobie ewidentnie z rzeczywistością dzisiejszych czasów. To widać, słychać i czuć. W sieci rozgorzała walka z i rozdzieranie szat przy nad obok Majchrzaka. W zasadzie na Waglewskim też nie zostawiono jednej nitki. Oberwali zupełnie jak Adamek. Pecunia non olet panowie a zazwyczaj psy szczekają kiedy karawana po pustyni zapierdala. Aktualnie współpracuje z portugalczykami. Każda nacja jest inna. Ale ta mam wrażenie, ma wszystko w dupie. Francuzka w Monachium jest wiecznie czymś zajęta – we are running a hundred twenty projects at the same time, I have no time to talk - i zazwyczaj wysyła mi niekompletne oferty – you’ve should have tell me about this before, I lost so much time over this… – tak, miałem wczoraj pierwszy brake even i zajrzałem na goldenline co tam ciekawego w dżobach aktualnie się dzieje. Kupiłem tanią kawę wczoraj, tanią bo dwadzieścia sześć złotych za kilogram. Leżała na najniższej półce, opakowana była w imitację worka w jakich kawe trzyma się na plantacjach. Pierdolona, taka mocna, że dopiero się przestałem trząść przed piątą – a kofeina trzymała mnie jeszcze koło dziewiętnastej. Nie oceniaj produktu po cenie. Nabyłem też okazyjnie marynarkę na przecenie w jakimś chujowym niszowym sklepie. Gdzie ja kupie taką maryśkę za cale sto dwadzieścia zeta? Pewnie w lumpeksie za pół tej ceny. Trochę mnie chwilę martwiły klapy tej marynarki – że za wąskie. I że pewnie passe, ale w zasadzie mnie to je bie. Męczy mnie kwestia comming out’u Zygmunta, który po ogłoszeniu się gejem (Alfa Romeo nie jeździ, w Armanim nie chodzi – więc na mój gust to zwykły jebany pedał) stał się nie do zniesienia. A moja ex otworzyła kawiarnię w centrum miasta. Wykończenie tej kawiarni robiliśmy z moim wspólnikiem. Nie wiem czemu nie dostałem zaproszenia na imprezę otwierającą lokal. A chuje z kamerami z TVNu dostali zaproszenie. Dzieci, dom, praca, zakupy, dzieci, dom, praca, zakupy, dzieci, dom, praca, zakupy. Jeżeli wezwie mnie komisja do spraw nacisków, Olewnika lub hazardowa – to ni chuja, nie zeznam co robiłem w zeszły czwartek. Tygodnie tak mi się zlewają, że wychodzi z tego jakiś jeden wielki pierdolony pasztet. Skąd te wszystkie jebane chuje w garniturach pamiętają co robili dwa lata temu we wtorek o trzynastej dwadzieścia? Skąd kurwa!!!

U nas w Domu jest tak, że teściowa wierzy w seriale, teść w lotto, pradziadek w program telewizyjny, ojciec w płatną protekcję, matka w pozytywne myślenie a moja żona w okresowe badania lekarskie. Ja kiedyś wierzyłem w UFO, potem w Illuminatów, aktualnie niestety w pieniądze. Chciałbym bardzo uwierzyć w… 

Że co. Bez sensu? Pokażcie mi co dzisiaj jest z sensem.  

2009.09.30

Zanim wspomnę oficjalnie naprawdę coś prawie interesującego (ale to może już z okazji narodzenia października), zastanowię się retorycznie co mam zrobić z taką oto informacją – przychodzi do mnie email o tytule
- „Rama Classic 500g. z 15% rabatem.
I naprawdę nie wiem – czy mam zjechać teraz, natychmiast, sobie na ręcznym czy poprosić jeszcze o zdjęcie z komunii.

Serdecznie przy okazji pozdrawiam będąc przy mikrofonie pracowników ASO Skaczkowski z powodu wykonania diagnozy samochodu jaki chciałem zakupić a dzięki ich negatywnej ocenie i tłumionym wybuchom śmiechu, tego nie uczyniłem No i chuj, niech się martwi teraz właściciel Złomka* chociaż miał bardzo podobne nazwisko do mojego! Sprawdzić, czy nie rodzina. Albo ksiądz.

* nie ubliżając Złomkowi, przyjacielowi Zygzaka, któren to naszym przyjacielem jest też!